piątek, 12 lutego 2016

10. posiedzenie Senatu - pierwsze wystąpienie w debacie nad ustawą o pomocy państwa w wychowaniu dzieci

Dziękuję bardzo.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo!
Ja sobie zdaję sprawę – a to nie jest moje pierwsze wystąpienie w sprawach różnych ustaw, które w ostatnim czasie przemykają przez Senat – że jest to wystąpienie z gatunku wołania na puszczy. Za każdym razem, kiedy takie ustawy pojawiały się w Senacie, od razu padał wniosek o przyjęcie ich bez poprawek – przykra to arogancja, ale przyjmuję ją do wiadomości. W tej sprawie oczywiście wiadomo, że żadne poprawki nie zostaną przyjęte, no ale milczeć też nie można, bo milczenie oznaczałoby jakąś formę zgody na rozwiązania, które tutaj zostały przyjęte.
Otóż przede wszystkim wszystkie sformułowania, że ludzie czekają, że się niepokoją, że przychodzą do biur itd., itd… No proszę państwa, jeżeli rząd chce dać 500 zł na prawie każde dziecko – czy może na połowę dzieci, ściślej rzecz biorąc – to wiadomo, że ludzie na to czekają. I wszystko jedno, jaka będzie propozycja polegająca na daniu czegoś, oczywiście wszyscy będą czekać, w związku z tym takim argumentem się nie posługujmy. My jesteśmy w parlamencie po to, żeby każdą propozycję, która polega na tym, że coś dajemy, rozpatrzeć pod kątem tego, czy nas na to stać – to po pierwsze; po drugie, jakie cele chcemy osiągnąć; i czy forma, którą stosujemy, rzeczywiście pozwoli te cele osiągnąć.
Najpierw co do tego, czy generalnie sama myśl, żeby środki budżetowe skierować do rodzin z ukierunkowaniem na dzieci, jest zasadna. Generalnie tak. Ja miałem okazję 2 lata temu napisać spory artykuł, ukazał się w „Gazecie Wyborczej”, dotyczący polskiej polityki socjalnej. Zwracałem w nim uwagę na to, że polska polityka socjalna generalnie nie jest rozrzutna, wbrew różnym opowieściom, a w sprawach polityki rodzinnej jest wręcz skromna. Od tamtego czasu parę rzeczy uchwalono na plus, ale oczywiście w dalszym ciągu wspomniana polityka jest skromna, zatem jakiś ruch w omawianym kierunku jest na pewno celowy. Propozycja wydania 17 miliardów zł w tym roku i 22–23 miliardów zł – różnie się tutaj o tym mówi – w przyszłym roku, jest propozycją bardzo poważną. I pytania, które tutaj padały w odniesieniu do tego, jak ta propozycja będzie sfinansowana w przyszłym roku, są całkowicie zasadne, proszę państwa. Ja kieruję takie pytanie przede wszystkim do senatorów Prawa i Sprawiedliwości, dlatego że to państwo będziecie ponosili odpowiedzialność, jak sądzę, na pewno przez cztery lata, za stan finansów państwa i za to, na co nie będziemy mogli wydać pieniędzy w latach następnych. Bo moim zdaniem pytanie, czy omawiany program zostanie sfinansowany w przyszłym roku, jest pytaniem fałszywie postawionym. On zostanie sfinansowany, w roku przyszłym i jeszcze następnym, i w kolejnym, i w jeszcze kolejnych. Nie sądzę, żeby ktokolwiek z powrotem zabrał te pieniądze. Pytanie tylko, jakim kosztem zostanie sfinansowany. Czyli na co nie wydamy pieniędzy, gdzie nie podwyższymy wydatków? Na tym polega problem.
Jeżeli chodzi o sfinansowanie programu w obecnym roku, to polega ono na tym, że wprowadza się dwa podatki, wiemy które: od kredytów i od handlu – tego od handlu jeszcze nie ma, ale zakładam, że będzie. Rząd stwierdza, że liczy, iż uzyska z nich 7,5 miliarda zł. A druga pozycja to jest zwiększenie deficytu budżetowego. My będziemy omawiali za tydzień budżet, tam jest 55 miliardów zł deficytu. My tu mieliśmy dyskusję, państwo pamiętają, na temat nowelizacji budżetu na rok poprzedni. Ja tu, na tej mównicy, stałem i pytałem, po co ta nowelizacja. I oczywiście za chwilę się państwo dowiedzą. Deficyt ustalono na 50 miliardów, już teraz pan minister Szałamacha mówi, że on będzie poniżej 47 miliardów, choć nie mówi, ile dokładnie wyniesie. Ja twierdzę, że będzie mniej więcej taki, jaki miał być. Czyli mamy wzrost deficytu o 9 miliardów. 9 miliardów deficytu i 7,5 miliarda z podatków daje 16,5 miliarda, więc mniej więcej mamy sfinansowany na ten rok projekt 500+.
Otóż, proszę państwa, w ten sposób nie da się działać w dłuższym okresie, nie da się stale nakładać nowych podatków, zwiększać deficytu itd. A w przyszłym roku będą potrzebne już 23 miliardy.
A co z nowelizacją prawa dotyczącego PIT, czyli kwotą wolną, która ma kosztować 20 miliardów? A co z obniżeniem wieku emerytalnego, który będzie sukcesywnie kosztował coraz więcej, co najmniej od kilku miliardów poczynając? A co z lekami dla emerytów powyżej siedemdziesiątego piątego roku życia, gdzie wprawdzie kwota jest mniejsza, bo rocznie to ma być 500 milionów, ale to też się liczy?
(Senator Jerzy Fedorowicz: Właśnie.)
Otóż, proszę państwa, niestety na to pytanie nie ma poważnej odpowiedzi. A właściwie jest jedna odpowiedź. Odpowiedź jest taka: uszczelniamy system podatkowy. W tym roku jeszcze nie, bo w tym roku nie ma żadnych skutków, to wynika z budżetu, ale w przyszłym roku będziemy już mieli pozytywne efekty.
Proszę państwa, wygląda na to, że ponieważ deficytu już nie będzie można zwiększać, wpływów z LTE nie będzie, pozostanie tylko podatek 7,5 miliarda z tych dwóch źródeł, będziemy potrzebowali jeszcze około 16 miliardów zł, aby uzyskać te ponad 23 miliardy. Proszę państwa, w ciągu jednego roku nie uszczelni się VAT tak, aby uzyskać 16 miliardów zł. To jest kompletnie niemożliwe. Ja nie wiem, czy w ogóle można uszczelnić tak, aby w jakiejś sensownej perspektywie uzyskać 16 miliardów, ale na pewno nie w ciągu roku.
Dlatego uważam, że ten program został… On miał charakter wyborczy, nikt tego dokładnie nie policzył. Zresztą nie wiem, jakie wtedy w sztabie wyborczym PiS były, że tak powiem, kalkulacje, kiedy go ogłaszano. Nie da się ukryć, proszę państwa, że pani premier mówiła o 500 zł na każde dziecko. Tego już nikt nie ukryje.
(Senator Jan Dobrzyński: Nie, Panie Marszałku…)
Tak mówiła…
(Senator Dorota Czudowska: Tak nie mówiła.)
(Senator Jan Dobrzyński: Nie.)
(Głos z sali: Kłamstwo.)
(Senator Dorota Czudowska: Nie mówiła. Trzeba było czytać.)
Ale, proszę państwa, przecież w tej sprawie są dowody, dowody wizualne, są nagrania…
(Głos z sali: To wina dziennikarzy.)
…które były prezentowane, więc nie spierajmy się. Tak mówiła pani premier. Tymczasem pani minister Rafalska powiada: ale w programie mamy napisane, że na każde drugie i kolejne dziecko. Ja bardzo przepraszam, ale 95% Polaków nie czyta żadnych programów, tylko słucha tego, co mówią liderzy. A lider mówił właśnie tak.
Po wyborach, kiedy przejęto władzę, szybko się zorientowano, że to jest nie do zrealizowania. W związku z tym odchodzimy od tego, robimy inny wariant. To wszystko spowodowało pewien bałagan.
Teraz: czy ten program ma charakter socjalny, czy ten program ma charakter demograficzny? Otóż od jednych słyszę, że on zadziała bardzo dobrze socjalnie, od innych, że chodzi tu głównie o demografię. Proszę państwa, jeżeli chodzi o kwestie socjalne, to ten program oczywiście ma elementy socjalne. Wprowadzenie kwot 800 zł i 1 tysiąca 200 zł to jest element socjalny. Ale nikt mi nie wytłumaczy, dlaczego samotna matka, mająca minimalną płacę i jedno dziecko, nie dostanie ani grosza. Tego się nie da wytłumaczyć.
Oczywiście „złotówka za złotówkę” byłaby tutaj rozwiązaniem. Co słyszymy? Słyszymy, że nie można tego wprowadzić, bo to by kosztowało – znam dane, które były podawane przez rząd – od 1,5 do 2 miliardów. Proszę państwa, aby uzyskać te 1,5–2 miliardy, wystarczyłoby obniżyć kwotę 500 zł do 460–470 zł. Wtedy mielibyśmy 1,5–2 miliardy zł i ten problem by zniknął, a to jest istotny problem.
A więc widać, że to wszystko było robione na chybcika, a te uwagi, które były zgłaszane, były, że tak powiem, oddalane, bo się spieszymy, bo jak najszybciej trzeba to złożyć, bo ludzie powinni się dowiedzieć, że Prawo i Sprawiedliwość realizuje swoje obietnice wyborcze. To jest poważny błąd.
Teraz sprawa wysoko zarabiających. Mówi się, że przy 5 tysiącach prawie nikt nie będzie wyłączony. Przy 3 tysiącach to już jest dwieście z czymś milionów. Ale, proszę państwa, przeciętny dochód na członka rodziny w Polsce wynosi 1 tysiąc 343 zł. W związku z tym próg mógłby być ustalany na poziomie 2 tysięcy zł na członka rodziny i też z zasadą „złotówka za złotówkę”, oczywiście przy przekroczeniu… I wówczas by się okazało, że to są większe pieniądze. Nie, nie takie, żeby starczyło na każde dziecko…Ale z całą pewnością element socjalny byłby tutaj do końca wygrany i nie byłoby tych dyskusji, dlaczego ludzie, którzy zarabiają masę pieniędzy, dostają jeszcze dodatkowe środki, a samotna matka czy samotny ojciec z dzieckiem zarabiający minimalną płacę nie dostają nic. I te wezwania, które niestety nasz marszałek również wygłaszał – ubolewam nad tym – czy pan premier Morawiecki, żeby bogaci nie brali… Ale przepraszam bardzo, a kto jest bogaty? Dlaczego człowiek sam musi określać, czy on jest bogaty, czy niebogaty? Albo się ustala próg, albo się mówi: wszyscy biorą. W związku z tym…element socjalny tutaj istnieje, ale niestety jest niekonsekwentny i część pieniędzy trafia po prostu nie tam, gdzie trzeba. O elemencie demograficznym powiem w drugiej części. Dziękuję.